Pies, bo o nim będzie dzisiejszy wpis, był, jest i będzie naszym towarzyszem. Nie papuga, nie rybka, ani nawet kot, który przecież i tak chodzi swoimi ścieżkami. Ze wszystkich zwierząt, jakie człowiek oswoił, to właśnie ten czworonóg zyskał sobie miano najlepszego przyjaciela człowieka. I nie bez powodu, bo czy jakieś inne zwierzę będzie umiało wyczytać nasz nastrój? Szczerze wątpię.

Kiedy łapie Cię przeziębienie – bierzesz witaminy, popijasz gorącą herbatą i wskakujesz pod koc. A co robi pies? Idzie za tobą, wchodzi pod koc i całym sobą włącza dodatkowe grzanie. Od razu lepiej się czujesz. A jak nie pod koc, to obok, by użyczyć ci kawałek swojego ciała, na którym możesz oprzeć głowę. No i kurde, jak można nie kochać tych zwierząt? Jak patrzą na ciebie maślanymi oczętami, prosząc – wręcz żebrząc – o kawałek mięcha czy to z obiadu tudzież z grilla ;). No nie mów, że te oczy rodem Kota w butach ze Shreka, by na Ciebie nie podziałały.

Jak humor ci nie dopisuje, to – nawet o tym nie wiesz – właśnie ten czworonóg swoim niewinnym zachowaniem potrafi poprawić ci nastrój. Może jakoś dziwacznie je z miski albo w śmieszny sposób odwróci głowę, nasłuchując się co masz (nie)ciekawego do powiedzenia, albo mokry po deszczowym spacerze puszcza nura w dywan, robiąc przy tym lepsze akrobacje niż typowy chlor spod osiedlowego. Przykładów można mnożyć i jeśli o czymś zapomniałem wspomnieć, to na pewno sam uzupełnisz tę listę. Zawsze będę opowiadał się za wyższością psów nad kotami. Niemalże od małego obcuje z psami i wiem z doświadczenia, że potrafią wnieść wiele radości do domu.

Pies najlepszym przyjacielem

Psy są również świetnymi modelami do fajnych zdjęć.

Swojego czasu oglądałem Mój przyjaciel Hachiko. Fabuły nie muszę przedstawiać, bo jestem przekonany, że na pewno większość z was go widziała. Ale pokrótce to rozchodzi się oto, że “główny bohater”, pies jest tak zżyty ze swoim właścicielem, że odprowadza go i przychodzi po niego na dworzec, każdego dnia o tej samej porze. Nawet kiedy jego pan umiera, ten dzień w dzień, miesiąc w miesiąc cierpliwie na niego czeka. I jak tu nie mówić, że psy są wspaniałe? Ta historia (na faktach) tak poruszyła mieszkańców do tego stopnia, że pies doczekał się swojego pomnika. W końcu jego zachowanie może o czymś świadczyć.

W dobie internetu możemy poznać wiele takich historii. Ale ile jest historii, o których tak naprawdę nigdy się nie dowiemy? Gdyby nie internet nie wiedziałbym jak pies może się cieszyć po niemalże rocznej rozłące ze swoim właścicielem (np. powrót z misji w Afganistanie) albo kiedy pies ucieka z domu w wyniku jakiegoś kataklizmu, ślad po nim ginie, aż tu nagle po (na przykład) roku się odnajduje. Był kiedyś taki filmik w sieci. Może widzieliście? Zauważyliście minę psa? Widok bezcenny.

Jest wiele historii związanych z psami, które potwierdzają twierdzenie, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. O wielu raczej nigdy się nie dowiemy. Na pewno każdy z nas może powiedzieć, że jego czworonóg zrobił coś czym zaskarbił sobie nasze serce, prawda? Ja mogę to powiedzieć z czystym sumieniem. I takich sytuacji było bez liku. A utrata psa po tylu latach jest tak samo smutnym przeżyciem, co śmierć kogoś bliskiego. Nie boję się stawiać znaku równości między śmiercią psa, a śmiercią człowieka. Nie boję się dlatego, że przez te kilkanaście lat jednak jakaś więź między nami się tworzy. Mówię tutaj o trzymaniu psa w mieszkaniu, traktowaniu go jako członka rodziny. Wtedy tak, naprawdę można się z nimi zżyć. Na pewno gdybym mieszkał na wsi, mógłbym mieć inne podejście do psów. Wiadomo – tam mało kto potrafi wyobrazić sobie zwierzaka, który całe dnie przesiaduje w domu, a co gorsza śpi w nogach (sic!). Dlatego kiedy jeżdżę na wieś i mam okazję z kimś rozmawiać o chowaniu psów, zawsze jestem zwolennikiem nie trzymania go w jakiejś tam klitce 2 x 2 metry, gdzie tak naprawdę pies się cholernie męczy… Ale takiego toku myślenia nie da się zmienić od tak.

Najlepszy psiak na świecie

A to jest Balbi, o której poczytasz poniżej. Beagle zbiera lajki dla Sanza, bo chce konkurować z jamniczą Kominka.

Od ponad roku nie mieszkam z rodzicami i nie widuję się za często z naszym Beaglem. Suczka jest świetna, a że ja jej starałem się poświęcać najwięcej uwagi, to teraz mi się odwdzięcza, jak tylko przychodzę z Żoną do rodziców. A to siądzie koło mnie, a to startuje ze szczekaniem, jak tylko przejdę przez próg mieszkania. Gdyby psy umiały mówić, to na pewno by mi się wyżaliła i powiedziała, jak bardzo za mną tęskni. Ja za nią zresztą też, co staram się jej okazać, gdy tylko się spotykamy.

Wniosek?

Pies > kot ;)

Wpis sponsoruje fotka z Flickr.com by Sprinkle happiness i by Jon