W ciągu swoich prawie trzydziestu wiosen na karku mało kiedy zastanawiałem się, dlaczego niektórzy tak bardzo lubią stać przy oknie i zawieszać swój wzrok na bliżej nieokreślonym obiekcie. Co ciekawe, z moich obserwacji wynikało, że najczęściej są to osoby starsze (bo małe gałgany z reguły podglądają wszystkich wokół ;)). Może robili to z czystej ciekawości? A może po prostu przeżywali chwilową zwiechę i zapatrywali się przed siebie. Nigdy nie potrafiłem tego pojąć. Była to dla mnie strata czasu. Po prostu. Miałem wiele innych, ciekawszych rzeczy do robienia.

Dopiero teraz, kiedy jestem już rok po ślubie i mieszkam ze swoją Żoną, zauważyłem, że i mnie zaczęło to dopadać. Dlaczego? Z prostego powodu. Pewne rzeczy odeszły do lamusa, inne nabrały większego priorytetu i od czasu do czasu stawałem przy oknie. I tak się patrzyłem w siną dal… Sam nie wiem, kiedy się na tym złapałem. Chyba po prostu musiałem przystopować. Stanąć, zatrzymać się i spojrzeć przed siebie. Bez poczucia odpowiedzialności. Byleby złapać odrobinę tchu.

Tak naprawdę nasze życie to jedna wielka niewiadoma. Wyścig szczurów, w którym chcąc, nie chcąc musimy brać udział. Pędzimy na złamanie karku przed siebie, podążając to albo za marzeniami, albo za wizją zarządzania wielką korporacją, z którą przegra nawet taki gigant jak Apple. W całym tym pośpiechu zapominamy o rzeczach mało istotnych. Zawsze przecież można zjechać na boczny tor, odsapnąć, łyknąć powiew świeżego powietrza i zastanowić się nad życiem. Jedni muszę zapieprzać od świtu do zmierzchu byle tylko mieli na chleb dla swojej rodziny. Inni z kolei urodzili się w czepku. Potrafią się tak zakręcić w towarzystwie, że zawsze na tym wychodzą najlepiej. Z reguły najmniejszym kosztem.

I tutaj z pomocą przychodzi wspomniane na samym początku okno i przestrzeń za nim. Niby wszędzie takie samo, tylko widok inny. I nie chodzi o to, że u Mietka za oknem będzie gwarno od stada bachorów, które ganiają za piłką na trawniku, a u Marysi spokój, który raz na godzinę jest zakłócany przylotem samolotów na podmiejskie lotnisko. Chodzi o coś głębszego. Spróbuj, postaw sobie znak STOP w rutynie swojego życia, weź gorący kubek z kawą/herbatą i podejdź do okna.

Widok przez okno

Co widzisz?

Widzisz, jak ludzie pędzą z klapniętym jęzorem na pół twarzy w pogoni za codziennością? Nie? Pewnie dlatego, że mieszkasz w ogrodzonym osiedlu. Dlatego spróbuj zamknąć oczy i daj się ponieść fantazji. No, teraz wiesz, o czym piszę. O, patrz. Ten w czerwonym właśnie wyrżnął orła, bo był zbyt zapatrzony w swój strój i nie zauważył krawężnika. Pewnie pierwszy dzień w nowej pracy i chciał wypaść jak najlepiej. Musiało boleć. Ale nie raz jeszcze doświadczy na własnej skórze, że rzeczywistość potrafi być niecną wróblicą i że lubi stawiać nam kłody pod nogi. Spójrz teraz w lewo – tam, jak na hollywoodzkim filmie akcja dzieje się w zwolnionym tempie. Młody chłopak na motocyklu musiał wykonać gwałtowny manewr, bo na ulicę wyskoczył mu pijaczyna na rowerze. Ile mógł mieć lat? 19? 20, a może 21? Teraz to i tak bez znaczenia, bo on już przegrał życie. Nie z własnej winy, tylko tego drugiego. Kto wie, może gdyby tego dnia sobie odpuścił jazdę? Kto wie…

A tak? Ty stoisz w bezpiecznym miejscu, przy oknie z kubkiem swojego ulubionego napoju. Nie sięgają Cię żadne problemy. Wszystko zostaje w tyle. I co, że w tym momencie wyglądasz jak stetryczały człowiek, który gapi się w bliżej nieokreślonym kierunku. Ty umiesz stanąć i odsapnąć, a inni jak te roboty, gnają przed siebie, nie wiedząc nawet, że mogą skorzystać z takiego przywileju.

Wpis sponsoruje fotka z tumblr.com by amlir