Jak co roku, na początku listopada udajemy się tłumnie na groby. Samemu, z bliską osobą, a nawet z całą rodzinką. Autobusy wypełnione po brzegi, bo nikt oczywiście nie wpadnie na pomysł, by wysiąść kilka przystanków wcześniej i dla zdrowia ten kilometr przejść o własnych siłach. Pierwszego dnia miesiąca obchodzimy Wszystkich Świętych, ale od kilku lat zauważyłem, że odwiedzanie zmarłych przybrało formę czegoś w rodzaju sportu. I Ty też na pewno to zauważyłeś, bo co roku internet pęka w szwach od zabawnych obrazków na ten temat.

Dlatego postanowiłem przygotować dla Ciebie krótki poradnik, dzięki któremu uda się przeżyć coroczny grobbing. Poniższe porady nie są wyssane z palca, ale poparte wieloletnimi obserwacjami. Sam musiałem wiele przejść w ciągu ostatnich kilku lat, by wypracować odpowiedni system. System, dzięki któremu nie przepadniesz nie tylko w autobusie, ale i na cmentarzu. Może to zabrzmi creepy, ale nie będziesz nawet świadomy, kiedy zostaniesz porwany przez tłum i alejka, w którą miałeś skręcić zginie bezpowrotnie.

Nie potrzebujesz notatek, ponieważ poradnik jest prosty i przystępny dla każdego. Wierzę, że na końcu wpisu nie będziesz musiał jeszcze raz scrollować do góry, by utrwalić tajemną wiedzę, którą chcę Ci przekazać.

Po pierwsze. Przed wyjściem z domu zaopatrz się w glany. A jak ich nie masz, to buty wyposaż z metalowe zakończenie na czubach. Nie martw się. Nie będziemy nikogo kopać, bo krzywo na Ciebie spojrzał. Po prostu wiem, że tego dnia samochód lepiej zostawić pod domem i skorzystać z komunikacji miejskiej. Tym bardziej, że włodarze miasta zachęcają darmowymi przejazdami. Wsiadając do autobusu będziesz skazany na tłum. Zostaniesz przez niego wchłonięty. Od teraz będziecie jednym organizmem. Dlatego potrzebne są dobre buty, bo tam nikt nie patrzy pod nogi. Gdybyś chciał iść w konwersach, możesz być pewny, że w drodze między jednym a drugim przystankiem nabawisz się płaskostopia.

A jeżeli planujesz wziąć udział w rodzinnym maratonie, to lepiej weź ze sobą wygodne buty. Dobre buty to podstawa, jeśli do pokonania masz dystans dwóch długości maratonu. W końcu nie spotkałem się z dwoma cmentarzami położonymi obok siebie. Chyba, że masz to szczęście, że Twoi bliscy są pochowani na jednej nekropolii. Wolny czas wykorzystaj na sprint do drugiego cmentarza, np. na Korzeniowskiego. Nie przejmuj się dziwną reakcją przechodniów. Sport to zdrowie, a Ty masz na nogach wygodne buty, co nie?

Po drugie. Jeśli nie nurkujesz zawodowo, to lepiej kilka dni przed Wszystkich Świętych zaopatrz się w przenośną butlę z tlenem. Może była promocja w Biedronce lub Lidlu. Jak nie, to szukaj u Chińczyków na targu. Na pewno nie raz jeździłeś autobusem pełnym ludzi. A nigdy nie wiesz na kogo trafisz. Niektórzy pasażerowie używają naturalnych dezodorantów. A nic tak nie powala z nóg, jak kilkudniowy pot. Wyobraź sobie teraz, że w autobusie ścisk, za oknem pizga złem na tyle mocno, że żodyn chętnie nie otworzy okien. Żodyn! Skutek? Wrzuć do autobusu zapałkę. Pamiętaj, że przez kilkanaście minut jeździsz tykającą bombą. Śmierdzącą bombą…

Po trzecie. Jeżeli jesteś facetem i wybierasz się na groby ze swoją dziewczyną/żoną, radzę Ci jedno. Uzbrój się w cierpliwość. W tym dniu kobiety robią się na bóstwo. A jak nie Twoja, to na cmentarzu na pewno znajdziesz kilka dziewoj, które takie wyjście traktują jak rewię mody. Białe futerka w pełnym komplecie – począwszy od nakrycia głowy, przez nakrycie wierzchnie, kończąc na futerku zakrywającym stopy. Albo wielkie kapelusze wielkości hiszpańskich sombrero. Smutne, ale prawdziwe. Zapomina się bowiem o istocie tego dnia, w którym powinniśmy oddać się zadumie, pochylić czoła nad grobami bliskich, których nie ma już wśród nas. A nie pod publiczkę ubierać się w najlepsze fatałaszki od Zary albo torebeczki od Gucciego.

Po czwarte. Jeśli wyjdziesz z domu na głodnego, nie martw się! Coraz modniejsze robią się budki z przekąskami u podnóży nekropolii. Do wyboru do koloru. Szczypawka, która kojarzy się raczej z odpustami, wata cukrowa, a nawet smażona kiełbaska. Każda okazja do zarobku jest dobra. Jeszcze trochę, a baraki ze zniczami przy alejkach zostaną zastąpione food truckami.

Pomijam już aspekty towarzyskie. Spacerując alejkami cmentarza istnieje prawdopodobieństwo, że trafisz na sąsiada, znajomego lub daleką rodzinę, z którą nie widziałeś się od zeszłorocznego śledzika. W przypadku tych ostatnich, jest to okazja do błyskawicznego niczym zupki chińskie nadrobienia zaległości.

Mimo wszystko nie zapomnijmy, o tym co najważniejsze tego dnia, w którym, jak nigdy w ciągu roku, powinniśmy nieco odetchnąć od wszystkich przyziemnych spraw. Zatrzymać się i pomyśleć o tych, którzy odeszli, bo przemijanie dotyczy również nas…

Wpis sponsoruje fotka z robertbryndza.com