Dobre pytanie. Fejm, blask jupiterów, piszczące niewiasty (nawet i starej daty), a nawet kariera polityczna – na pewno nie o tym marzyli rolnicy, zgłaszając się do programu. Jaaasne~ ;). Oczywiście musieli przed kamerami nie dawać po sobie znać, ale właśnie trwało ich pięć minut. Chcieli na kodach znaleźć miłość swojego życia, ale z doświadczenia wiem, że życie lubi płatać figle.

Przez dziesięć odcinków wszyscy, którzy gorąco kibicowali rolnikom oczekiwali happy endu. A ile osób rozczarowało się, kiedy okazało się, że do ślubnego kobierca bliżej jest tylko jednej parze? O tym mogli przekonać się rolnicy na swoich profilach na facebooku. Na szczęście ja nie miałem takiego problemu. Nie oglądałem od początku. Dosiadłem się gdzieś za połową sezonu.

Rolnik szuka żony

fot. tvp.vod.pl

Rolnik szuka żony okazał się strzałem w dziesiątkę telewizji publicznej. Za pół roku rusza druga edycja i już szukają nowych ochotników. Co tydzień przed ekrany ściągał miliony widzów. Nic dziwnego. Do pięt nie dorastał mu konkurent TVN-u Kto poślubi mojego syna?. Receptą na sukces tego programu były prawdziwe uczucia. Uczucia ludzi prostych, którym do tej pory nie było po drodze z miłością swojego życia. Chcieli spróbować szczęścia w telewizji. Postanowili sprawdzić, czy miłość okaże się ich sojusznikiem i wepchnie w ich ramiona piękne niewiasty.

Finał sezonu był tylko formalnością, bo przedostatni odcinek pokazał komu się udało, a komu nie. W kilku przypadkach okazało się, że jednak deklaracja miłości, a przede wszystkim zaangażowanie się w tak krótkim czasie, jest niezwykle trudnym wyzwaniem. I to jakim. Najlepszym przykładem był Stanisław, który potrafił Grażynie zagwarantować tylko przyjaźń, która jest de facto najwyższą formą relacji między mężczyzną i kobietą. Tym bardziej, że dla niego prawdziwa miłość istnieje tylko na Titanicu. A DiCaprio pokazał czym kończy się wielka miłość. Damn… To nawet Sheldon nie strzela takich tekstów Amy, a w końcu on jest kwintesencją osoby, która nie umie odwzajemnić uczuć (no chyba, że tak kobieta nazywałaby się Fizyka). Poza tym, nawet gimbusy wiedzą, że prawdziwa przyjaźń (taka z krwi i kości) między facetem a kobietą nie istnieje. W końcu jedna ze stron czuje coś więcej. Wtedy dopiero robi się dramat.

Największą sympatią cieszył się Adam. Fajny chłop. Duży miś, który w wolnych chwilach komponuje muzykę disco polo. I tym chyba sobie zaskarbił moją sympatię. Serio. Widzę w nim potencjał. Może do Bayer Full czy Akcentu trochę mu brakuje, ale talent ma. Być może w tym wieku powinien skoncentrować się tylko na tym, bo widać, że w sprawach sercowych jest na bakier. A szkoda Ani, bo fajna dziewczyna. Szybko się angażuje, a jak wiadomo, w telewizja nie zna litości. Adam skrewił, bez dwóch zdań. Choć nie byłem jakimś wielkim fanem tego programu, to z ciekawości śledziłem losy bohaterów. I znajomość Adama i Ani naprawdę zapowiadała kontynuację poza kamerami. Widać los chciał inaczej. Na początku miał cztery dziewuchy w domu, a został z niczym. Tylko on i keybord.

Adam jak Adam, ale największym obciachem tej edycji został Grzegorz. A dlaczego? Bo jak nie było Ewy w pobliżu, to nagle wszystkie maszyny zaczęły odmawiać mu współpracy. Przyczyna? Werble! Na pewno jakieś czary! *dabum tss…* Oj… Na pewno! I jeszcze ze spokojem przed kamerami zaczął o tym mówić. Nic dziwnego, że nie ma baby, skoro Grześ mentalnie zatrzymał się w średniowieczu. Kurtyna. Gdybym ja powiedział coś takiego na oczach całego kraju, nie wychodziłbym z domu bez torby na głowie…

Padłem i nie powstanę. Nie sięgnę po Powerade’a. Powtarzam zatem tytułowe pytanie: dlaczego rolnik nie znalazł żony? Grześ pozamiatał, więc nie ma co się dziwić, że rolnikom nie wyszło. Dobre chęci to nie wszystko. A przede wszystkim archaiczny tok myślenia. Skoro do programu zgłosili się starsi kawalerowie, to znaczy, że gdzieś musiał być problem. I jak pokazał ten program – problem leżał w nich samych. Trudno w ciągu kilku tygodni otworzyć serce dla kogoś obcego, tym bardziej w świetle kamer. Tym bardziej, kiedy potencjalne kandydatki na żony testuje się różnymi sprawdzianami z czapy. Niby mające pokazać odwagę, zaangażowanie i czy sprawdziłyby się na roli. A tak naprawdę dla show. Ale jedno jest pewne – z uczuciami nie jest tak łatwo, a na pewno nie można wystawiać ich na taką próbę.

A co według Was zaważyło o tym, że rolnikom nie udalo się znaleźć miłości życia w programie?