Po ponad miesięcznej przerwie wracam! TADAM! Myśleliście pewnie, że Sanzo.pl jest kolejnym blogiem, który nie przetrwał pierwszych miesięcy pisania? Przykro, że muszę Was rozczarować ;). Gdybyście śledzili mojego fanpejdża, to byście wiedzieli, że mam się dobrze i zapowiadałem come back razem z nowym rokiem.

Tak, drugi stycznia to idealny dzień na wznowienie swojej blogowej kariery. Pierwszy odpada, bo pewnie jak większość – ten dzień ma wyjęty z życia. Teoretycznie sporo straciłem na niepisaniu przez miesiąc, ale to nie znaczy, że razem z tym nie przyglądałem się blogosferze. Bacznie ją obserwowałem, wszystkie ciekawsze blogi śledzę na bieżąco. Po prostu Sanzo zapadł w przedświąteczny sen zimowy. A że jest już po świętach i na wadze pojawiły się dodatkowe kilogramy, pora kilka zrzucić, zmuszając palce do aktywnego wysiłku.

Mamy nowy rok, drugi dzień stycznia, czyli wszyscy powinni już dochodzić do siebie. Na pewno część z Was będzie jeszcze ten wpis czytać przez mgłę, więc spokojnie. Nie uśniecie przy nim. Zrobię wyjątek i tym razem podaruję Wam dużą liczbę znaków do czytania. Nie chcę potem widzieć w komentarzach TL;DR.

Początek nowego roku to doskonały moment na przeanalizowanie ubiegłego i wyciągniecie wniosków. Wielu z nas siada nad kartką papieru i zastanawia się ile z zeszłorocznych obietnic/postanowień udało się zrealizować. Szkoda, że rzeczywistość jest brutalna. Okazuje się, że pod wpływem chwili stworzyłeś listę rzeczy niemal niemożliwych do zrealizowania.

Jakich?

Rzucam palenie! Jak to dumnie brzmi przy znajomych. Szkoda, że przed samym sobą już nie bardzo. Przez pierwsze dwa dni dzielnie walczysz. Przekrwione oczy, drgawki, ale walczysz. W końcu sobie obiecałeś. Na trzeci dzień pękasz. Jeden mach, drugi, a z trzecim przychodzi orgazm. Brakowało Ci tego. Z gęby musi walić przeżutym trampkiem.

Zabieram się za siebie. Odchudzam się! O ja naiwny ile razy sobie obiecywałem. Tyle lat wmawiałem sobie, że z nowym rokiem przechodzę na dietę. , zero makaronów, jasnego pieczywa, a więcej ruchu. Od tego planowania odchudzania przytyłem kilka kilo. Chrzanić to. Jestem gruby, bo stać mnie!

A z tym postanowieniem bardzo często w parze idzie zdrowe odżywianie! Temat rzeka, a Nowy Rok to idealny moment, by zrezygnować z golonek, kebabów, kiełbachy nasączonej tłuszczem w sosie musztardowo-ketchupowym. Czarne pieczywo, więcej warzyw, może jakieś kiełki fasoli tudzież rzodkiewek i galony wody zamiast słodkich rakotwórczych napojów. Blah. Serio? Nie trzeba podejmować aż tak drastycznych środków, by sobie coś udowodnić. Można się zdrowiej odżywiać, nie odstawiając na bok ulubionych przysmaków. Wyobrażasz sobie życie bez ulubionych Lay’sów paprykowych zapitych Colą? Ja nie. Najwyżej popijesz Colą bez cukru.

Biorę się do nauki! Wyświechtane hasło, które urosło niemalże do rangi mantry. Powtarzałem sobie od początku gimnazjum do końca studiów. Tak, na pewno każdy z nas to przerabiał, jak nie przerabia do tej pory. Wraz z końcem roku nadciągało widmo końca semestru. Pierwszy jak zwykle nie należał do udanych (bo kto po wakacjach miał wbić się w rytm dziesięciomiesięcznej nauki?), więc obiecujemy sobie, następne półrocze będzie bardziej owocne. Kończy się jak zwykle. Czerwony pasek zamiast na świadectwie, lądował na dupie.

Będę więcej zarabiał! Drugiego stycznia budzisz się na wielkim kacu. Czujesz, że ból głowy zasysa Ci mózg od środka, a gałki oczne wywracają się na drugą stronę, bo nie mają ochoty patrzeć się na światło. Ale to nie przeszkadza w planowaniu przyszłości. Do tej pory Twoja kariera zawodowa była liczona w 12 h dziennie na kasie tudzież na słuchawce. Za 1280 zł na rękę. Procenty w żyłach dodają Ci odwagi i porywasz się na śmiały ruch. W tym roku zmienisz pracę, zaczniesz zarabiać 3-4 koła na rękę. Co z tego, że doświadczenie żadne. Ale postanowienie jest. Więcej hajsu. Co, gdzie i jak? Na razie nieważne. W końcu masz na to cały rok.

Dlatego takich deklaracji nie ma sensu składać. Jeżeli wiesz, że i tak nie podołasz, to przestań się oszukiwać. Nabawisz się jeszcze większych kompleksów, a w kolejnego Sylwestra będziesz chciał zapić pasmo porażek. Po co? Żeby za 365 dni znów się rozczarować? Dlatego jeśli musisz już coś sobie postanowić, niech to będą to małe rzeczy. Albo jeszcze mniejsze. Przed Tobą cały rok i jeszcze mnóstwo okazji do wyznaczania sobie kolejnych celów. Najlepsze postanowienie noworoczne? Żadnych postanowień.

Jak pisałem na początku: dzisiejszy wpis jest krótki. Na rozruch, powiedzmy. Macie weekend, by dojść do siebie i w poniedziałek widzimy się przy nowym tekście. A w nim przedstawię Wam plany na nadchodzące 365 dni. I może coś o sobie…

PS. Pod koniec ubiegłego roku wielu blogerów tradycyjnie przygotowało podsumowanie 2014 na swoich blogach. Ja tego nie zrobiłem, bo primo: za mało miałem postów dla Was, by na ich podstawie robić wielkie podsumowanie, a secundo: jak nic się nie pojawiało w grudniu, tak sobie powiedziałem, że zostawię ten miesiąc nietknięty. Wszystkie moce przerobowe zostawiam na przyszły rok.