To miał być prosty projekt. Materiały gotowe, strategia promocji rozrysowana nie gorzej od analizy meczu Gmocha. Potrzebny był jeszcze tylko silnik, na którym wszystko ładnie by wyglądało. Szampan już się chłodził w lodówce, bo szacowaliśmy, że nowy projekt ruszy w przeciągu dwóch tygodni. Akurat Igristoje nabierze odpowiedniej temperatury i nie będzie zalatywał gorzkim smakiem sankcji Zachodu. Jednak problemy pojawiły się w momencie, kiedy na rozmowę przyszedł chłopak, który miał ogarnąć dla nas stronę internetową. Taką prostą – kilka podstron, galeria. Żadnych efektów specjalnych czy jednorożców itp. Najlepiej na Wordpressie, bo to platforma, na której można postawić nawet lepiankę. I tutaj dopiero zaczęły się problemy. Współpraca szła jak po grudzie. To nie działa, on by zrobił to tak, a to musi zaangażować do pracy znajomego, który na co dzień zajmuje się czym innym, a w tym dzióbie hobbistycznie. I tak ta tragikomedia ciągnęła się miesiącami. Koniec końców strona nie stoi na Worpdressie a jeszcze na innym silniku. Ostatecznie strona ruszyła trzy miesiące później. Straciliśmy najlepszy okres na sprzedaż produktów (mikołajki, święta Bożego Narodzenia). A miały być góra dwa tygodnie.

Nie mogę zrozumieć ludzi, którzy niezbyt wysokich kompetencji podejmują się zleconego zadania. Nie mam tutaj na myśli konkretnej branży, bo tak naprawdę w każdej znajdą się takie Janusze. Lepiej na początku, tak szczerze, od serca przyznać już na etapie rozmów, że jego skill nie jest tak wysoki jak Burj Khalifa w Dubaju, niż potem świecić oczami przed klientem i budzić się w nocy cały mokry. Bo deadline za pasem, a Ty nawet w połowie drogi nie jesteś. I nawet porady u wróżbity Macieja nie pomogą.

Odpuść sobie. Tak po prostu, po ludzku. Żeby później nie było niedomówień. Jeżeli mości pana przerasta projekt, to lepiej podać sobie ręce na początku, zanim nie jest za późno, niżeli potem rzucać przekleństwami w kierunku monitora i pienić się jak po ugryzieniu przez wściekłą wiewiórkę, bo podwykonawca kolejny deadline ma najzwyczajniej w dupie.

Nie umiesz? Nie rób!

Wina leży po obu stronach

Pracując w firmie kilka razy doświadczyłem tego zjawiska. Fakt, wina leżała trochę po naszej stronie, bo chcieliśmy zrealizować projekt jak najmniejszym kosztem. Tak to już bywa w świecie małych i średnich firemek zwanych inaczej prywaciarzami, które dużo chcą a mało dają w zamian. Ale która firma tak nie robi? Zamiast wziąć profesjonalistę, szukają studentów (ASP, informatyki etc.), którzy za flaszkę albo kilka zrealizują projekt. Byle by było do portfolio. Okej, gorzej kiedy zadania podejmuje się osoba, która niejako zna się na rzeczy, a niski budżet wynika tylko i wyłącznie z faktu, że może zrobić to po godzinach i dla niego to praca na góra trzy godziny. Nikt wtedy nie przypuszczał, że trzy godziny przerodzą się w trzy miesiące. Trzy miesiące ciężkiej komunikacji, ponaglaniu, przypominaniu o kończącym się terminie. Szef pluł sobie później w brodę, bo mógł dołożyć dwie/trzy stówki więcej i miałby projekt na biurku w ciągu tygodnia. No właśnie… mógł. To już nasza polska przypadłość, że zawsze jesteśmy mądrzy po szkodzie. Kiedy straty liczy nie w dziesiątkach złotych, a setkach (a może i tysiącach? zależy jaki biznes) złotych.

Nie mam tutaj na myśli młodych i ambitnych ludzi, którzy specjalnie zaniżają cenę za usługę, by zaistnieć na rynku. Sam tak nie raz muszę robić, by w ogóle potencjalny klient mógł na mnie zwrócić uwagę. Mam tutaj na myśli ludzi, którzy nie do końca ogarniają jakiś temat, a mimo to podejmą się zlecenia. Każdy ma parcie na szkło, ale wszystko w granicach rozsądku. Gdy klient (a nawet znajomy) pyta się mnie czy zrobię mu projekt, a wiem, że nie podołam, bo to nie moja działka (grafika komputerowa to jednak szeroka branża), to mówię od razu. Nawet jeśli będzie mnie kusił upojną nocą z Sashą Gray i lodami w pakiecie.

Wiem na co mnie stać. I Ty też powinieneś mierzyć siły na zamiary. Jeżeli widzisz intratny biznes, ale wiesz, że nie podołasz – spokojnie, odpuść sobie. Ominie Cię wiele niepotrzebnych stresów. Lepiej wykorzystaj ten czas na podniesie swoich kwalifikacji. Spróbujesz następnym razem. Za kilka miesięcy będziesz bogatszy o nowe doświadczenie, a do następnego zlecenia podejdziesz z większą pewnością siebie.