Po moim gościnnym występie u SylwiiSawiusza przekonałem się, że mogę być ekspertem w dziedzinie damsko-męskiej. Co prawda moje doświadczenie pozostawia wiele do życzenia, wszak jestem nowicjuszem w te klocki, ale wiem, że podołam. I od razu rzucam się na głęboką wodę, ponieważ na tapet biorę naprawdę ciężki temat. Mam nadzieję, że nie pochłoną mnie ciemne głębiny i nie skończę na dnie jak Titanic. O czym myślą kobiety?

No właśnie, o czym? Było wielu, którzy podejmowali się tego tematu, ale każdy kończył tak samo. Nam facetom trudno się domyślić, jakie procesy zachodzą na waszych zwojach mózgowych, bowiem my – istoty proste – myślimy systemem zero-jedynkowym. Nie potrafimy robić wielu rzeczy naraz, nie czytamy między wierszami. Nawet z kolorami mamy problem i, na dobrą sprawę, rozróżniamy ich tylko osiem. Jeżeli coś dla nas jest czerwone to czerwone, a nie kurwa amarantowe, karmazynowe, biskupie, szkarłatne czy w kolorze różu pompejańskiego. Serio. Przekleństwo czy błogosławieństwo?

O czym myślą kobiety?

A zatem o czym myślą kobiety?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Przeliczyłem się. Byłem przekonany, że pójdzie mi dużo łatwiej. Obserwacje kobiet na ulicy, w pracy, a nawet żony w jej codziennych obowiązkach nie były wystarczające, by móc wysunąć jednoznaczne wnioski, co siedzi w ich głowach. Nawet czytanie babskich blogów to za mało, by choć na trochę wedrzeć się do kobiecego umysłu. Nawet gdybym był profesorem Xavierem z X-Menów, to nie wiem, czy moje moce by to ogarnęły.

I nie skłamałem, pisząc w tytule wpisu, że wyniki mogą Cię naprawdę zaskoczyć. Bo zaskoczyły, prawda?